Jesienna Scena Tańca - 9. Festiwal Małych Form Ruchowych, który pożarł mięśnie, duszę i pięty.


Grafika: Tomasz Tarnowski

Przeżyłam. To artystyczne przedsięwzięcie zabrało mnie w wir, z którego dopiero co zostałam wypluta. Próby, sprawy organizacyjne, warsztaty (które prowadziłam i te, w których brałam udział), spotkania, rozmowy, spektakle… wszystko to wessało mnie tak doszczętnie, że na powierzchnię jestem w stanie wychylić się dopiero teraz. 


W dniach 17-19 listopada 2017 r. odbyła się kolejna, dziewiąta już edycja Festiwalu Małych Form Ruchowych Jesienna Scena Tańca Szerokie spektrum aktywnego uczestnictwa w kulturze otuliło mnie grubym płaszczem niesamowitych performatywnych doświadczeń. Z Teatrem Tańca Ego Vu pokazaliśmy spektakl sieć, w choreografii Elizy Hołubowskiej. W ramach wystawy obcowały ze sobą prace nagrodzone w konkursie i wystawa prac malarskich studentów Akademii Sztuki w Szczecinie. Warsztaty Maiko Date i Rei Hashimoto odwróciły moją perspektywę na taniec współczesny. Anna Krysiak podczas zajęć pozwoliła mi w pełni wykorzystać możliwości fizyczne mojego ciała, a Viola Wojciechowska pokazała pierwotną odsłonę ruchu, z którą już miałam okazję się spotkać kilka lat temu, ale wciąż ta afro motywacja jest dla mnie dziewicza i nieodkryta.
Jak wisienka festiwal uwieńczyło Silent Disco (impreza, gdzie symultanicznie na słuchawkach można słuchać trzech DJ’ów w różnych stylach muzycznych), które zawsze porywa mnie swoją oryginalną formą. Tortem były dla mnie spektakle, które po skrócie zamierzam podsumować w tym poście. W tym roku oprócz gości z Polski zaprosiliśmy artystów z Niemiec, Szwajcarii, Izraela oraz Japonii. 

Fotografia: Mariusz Strzelczyk
 W piątkowy wieczór scenę czarował Sebastian Zemankiewicz z Izą Łogonowicz w spektaklu „Silizium”, który był formą kompilacji tańca współczesnego i tribal fusion. Zwięzła historia próby nawiązywania relacji międzyludzkich w czystej, mocno ruchowej i technicznej etiudzie. Piszę, krótko, bo widziałam z trochę innej perspektywy - zza kulis.

Fotografia: Mariusz Strzelczyk
Ego Vu pokazało „Sieć”, ale co to z tego powstało to niestety nie mogę, nie dam rady powiedzieć, bo byłam wewnątrz, na scenie.

Fotografia: Mariusz Strzelczyk
Fotografia: Mariusz Strzelczyk
Fotografia: Mariusz Strzelczyk
Wieczór zakończył Leszek Bzdyl w spektaklu „Strategia (MIMOWOLNA REAKTYWACJA)”. Artysta swoją sztukę o wolności intonuje wyzywająco i teatralnie. Teatralność spektaklu (tancerz na oczach widzów sam operuje zarówno światłem i muzyką) w połączeniu z niesamowicie aktualnymi tematami (choć choreografia powstała w 2003 roku) tworzy spektakl przepełniony politycznymi kontekstami. Bzdyl z premedytacją fragmentaryzuje swój performance. Powtarzalność i wyrywkowość, daje możliwość przypisania Jasiowi (postaci, którą gra tancerz) przeciętnego polskiego obywatela. Jasiu/Leszek w spektaklu szuka form wolności. Wielość poszukiwań przemienia spektakl w swoistą tułaczkę artysty czy każdego przeciętnego człowieka.
Jasiu skacze z przeszłości w przyszłość.

Fotografia: Mariusz Strzelczyk

Sobotni wieczór podbił moc artystycznej euforii. Świętowanie w epicentrum tańca rozpoczęła Małgorzata Mielech, która była technicznym miodem na moje serce. W spektaklu „Anonymous” solistka w zwierzęcy sposób poruszała się na granicy światła i cienia. Abstrakcyjny ruch, subtelne światło i wizualizacje posłużyły artystce do pokazania jak anonimowy twórca może stworzyć, nierzadko odrealnioną od komercyjnych trendów, indywidualną formę wypowiedzi.

Fotografia: Mariusz Strzelczyk

Kolejną artystką była Aleksandra Carvalheiro , która w swoim spektaklu „Kiecka” pokazała gamę kobiecych odsłon. Jako rekwizyt (atrybut kobiecości) wykorzystała różne sukienki. Spektakl Oli bawi, a jednocześnie pozostawia ziarno, które staje się prowodyrem do zastanowienia się.
Fotografia: Mariusz Strzelczyk
W sobotę zaprezentowały się także dwie szalone Japonki z Berlina, które zachwyciły mnie swoim organicznym ruchem.
 

W niedzielę w przepiękną poetycką podróż zabrały mnie Mareike Jung i Olga Domańska w spektaklu "Kopflos", w którym dwie nierealne postaci (jedna niesamowicie mała, druga niewyobrażalnie wysoka) poszukują swoich głów, świadomości, zdolności wyboru. Performerki wykreowały przyjemny wizualnie spektakl opowiadający zarówno o ślepym podążaniu za normami jak i o miłości.
Grafika: Irad Mazliah
Niezwykłym doświadczeniem była dla mnie także możliwość wsparcia technicznego (od strony oświetlenia) bardzo otwartego i w moim przeczuciu improwizowanego spektaklu podejmującego temat pracy na obczyźnie - Irada Mazliah i Takako Matsudy.

 
Fotografia: Tomasz Tarnowski





Jestem szczęśliwa, jak na powyższym zdjęciu, że jesienną porą Gryfino może stać się epicentrum, stolicą tańca. Ogromne pokłony dla Elizy Hołubowskiej. To ona jest głową (balonikiem z "Kopflosu") festiwalu. Masę uścisków ślę jednak do każdej duszy, która poświęca swoją prywatną energię i czas z miłości do ruchu, a także z poczucia bycia częścią wielkiej rodziny jaką jest Teatr Tańca Ego Vu.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz