Bruksela w 48 godzin.


W dwa dni można zobaczyć naprawdę ciekawe miejsca europejskiej stolicy. Ja na bycie w mieście nad rzeką Senne miałam tylko (albo aż) tyle czasu i było to dla mnie totalnie wystarczające. Docelowo miałam pojechać bezpośrednio do Holandii, ale
jak już nadarzyła się okazja spędzenia nocy w stolicy Belgii (bo taniej było polecieć do Brukseli, a Flixbusem dostać się do Maastricht, niż lecieć na lotnisko do Holandii) to nie sposób było tego nie wykorzystać. Europejska stolica słynie z secesyjnych perełek, gotyckich kościołów, parków i całkiem intensywnego życia nocnego.
Do Brukseli Charleroi poleciałam z Berlina korzystając z linii lotniczej Ryanair. Tanio szybko i bez zbędnych kombinacji.
Miałam to szczęście, że na wyjazd wybrałam się ze znajomą, która ma tam rodzinę. Kuzynka Alinki żyje tam od urodzenia, zatem mogła nam pokazać typowe codzienne życie w stolicy Belgii. Co mnie zaintrygowało to zwyczaj posiadania na podwórku zwierzęcia-kwietnika (często krowy lub osła). Tak troszkę w opozycji do naszych ogrodowych krasnali. Ominął nas też problem dostania się z lotniska do centrum, bo miałyśmy transport samochodem (jednak w drogę powrotną z Brussels North Station na lotnisko dostałyśmy się autobusem miejskim, a podróż trwała ok. 40 minut).

Po zalokowaniu się w kamienicy na obrzeżach Brukseli od razu śmignęłyśmy do Atomium, bo byłyśmy tuż obok. Jest to rzeźba, monumentalny model kryształu żelaza, powiększony 165 miliardów razy zbudowany w 1958 roku w ramach Expo.




Kolejnym miejscem była podróż do centrum, gdzie można swobodnie spacerować na pieszo i obejść wszelkie atrakcje. Doszłyśmy do Rue des Bouchers, gdzie znajduje się mnóstwo restauracji z daniami z wielu zakątków świata. Jest tu mnóstwo naganiaczy. Dla ocieplenia atmosfery nasze zwiedzanie centrum rozpoczęłyśmy od wizyty w kultowym pubie Delirium, który oferuje ponad 2000 rodzajów piw. Było to jedno z bardziej fascynujących miejsc w Brukselii, które odwiedziłam. Zdecydowanie „Must See”.



Zaraz po wyjściu z pubu można odwiedzić Jeanneke Pis, czyli siusiającą dziewczynkę, posąg-fontanne, wykonaną przez Denisa-Adriena Debouvrie, która ma na celu przyciągnięcie turystów do uliczek z drugiej strony Wielkiego Pałacu.
Z Delirium udałyśmy się do Grand-Place de Bruxelles. Jako, że był to środek tygodnia i późna pora mogłyśmy na spokojnie delektować się pięknie oświetlonym pałacem, który został wytyczony przed 1348 rokiem, kolejno zniszczony podczas francuskiego bombardowania w 1695 roku. Znajduje się tam m.in. gotycki ratusz miejski oraz rezydencja królów hiszpańskich Maison du Roi (teraz Muzeum Miejskie).



Kolejną rzeczą na liście był posąg siusiającego chłopca (Manneken pis), do którego doszłyśmy kosztując belgijskich frytek. W każdym sklepie z pamiątkami widoczna była ta postać. Szczerze mówiąc to wariacje na temat tego posągu wydawały się dla mnie ciekawsze, niż sama fontanna. Jest to jednak symbol Brukseli, wokół którego krąży kilka legend. Jedna z nich mówi o tym, że chłopiec był synem jednego z królów belgijskich, który podczas polowania w lasach znajdujących się w zamierzchłych czasach wokół Brukseli po prostu zaginął. Dopiero po kilku dniach pewien bardzo spragniony leśniczy usłyszał płynący strumyk (okazało się jednak, ze to nagi siusiający chłopiec).




Spacerując po mieście między alejkami jeszcze tego samego wieczoru odwiedziłyśmy wszelkie atrakcje umieszczone w przewodniku („Kieszonkowy Przewodnik. Bruksela od środka” Wydawnictwa RM, podpunkt 1. Grand Palace i 2. Szlak Królewkski). Generalnie przyjemny spacer wg przewodnika, ale szału nie było. Ciekawa architektura i tyle. Ja sobie odpuściłam, ale żeby nie było chociaż Alinka skosztowała belgijskiego gofra (zakalcowa wersja tych nadmorskich, polskich).
Następny dzień rozpoczęłyśmy od odwiedzenia China Town zbudowanego w ramach Expo. Dość zabawnie wygląda azjatycka architektura zaraz obok klimatycznych brukselskich kamienic.



Następnie udałyśmy się na spacer przez historyczną część miasta, okolice katedry St. Michel&St. Gudula, następnie przez Parc de Bruxelles, aż pod Europarlament. To przestrzeń biurowców, mało przyjazna, totalnie kontrastująca z przyjaznymi i otwartymi dla zwiedzających kamieniczkami. Swą wiedzę na temat europejskich placówek zgłębiłyśmy w Parlamentarium. To co najbardziej mnie zachwyciło w tym miejscu to forma przedstawienia (dość monotonnej wiedzy) - bardzo nowoczesna i interaktywna.



Tylko kilka kroków stąd znajduje się przyjemny Parc du Cinquantenaire z górującym nad nim Łukiem Triumfalnym. Latem musi być tu bardzo zielono i idealnie na chwilę odpoczynku. My miałyśmy jednak piękną jesienną aurę. Panoramę miasta można podziwiać z kawiarni umieszczonej na dachu Muzeum Instrumentów. Do knajpy wjeżdża się kultową windą.

Czy żałuję pominięcia jakiegoś tematu? Tak, odpuszczenia sobie spaceru szlakiem graffiti i trasą komiksową. Wędrówka ta mogłaby się stać najbardziej fascynującym punktem programu. Kilkukrotnie wpadłyśmy na mieście na różne malowidła, murale, graffiti, których zbieżność w stylu wykonania nie mogła być przypadkowa. Belgowie nie potrafili udzielić odpowiedzi na pytanie "Co to jest?". Wujek Google pomógł kilkoma wpisami na blogach, które grupowały te wszystkie rysunki w kilka tras i przedstawiał je jako „szlak komiksowy” lub "spacer graffiti". Miałyśmy to odkryć w dzień powrotu, bo pomiędzy dotarciem Flixbusem z Maastricht a odprawą na lotnisku miałyśmy dobre kilka godzin wolnego czasu. Rozłożyło mnie jednak choróbsko i fizycznie nie byłam w stanie intensywnie spacerować z powodu podwyższonej temperatury. Jest to jednak temat na jednodniowy pobyt w Brukseli.

Reasumując Bruksela nie zafascynowała mnie i uważam ją za zbyt nudne miasto (jak dla mnie). Na zwiedzanie (abstrahując od muzeów, których też turbo interesujących, obowiązkowych do zobaczenia, nie znalazłam) i spacery w zupełności 2 dni wystarczą. Na zakończenie pobytu kupiłyśmy belgijskie piwo z myślą o naszych rodzinkach, jednak w Maastricht olśniło nas, że nie przewieziemy butelek przez odprawę na lotnisku. Nie pozostało nam nic innego jak wypić pyszne trunki w urokliwym miasteczku studenckim.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz