”Ares”. Izrael jako kolorowa, pachnąca kulka otoczona bronią.





14 maja 1948 roku Dawid Ben Gurion, pierwszy premier Izraela wypowiedział słowa „Na mocy prawa naturalnego i historycznego proklamujemy utworzenie państwa żydowskiego na Ziemi Świętej”.
I pojawił się Izrael oraz wszechobecny front wojenny (oddziały egipskie, syryjskie, libańskie, irackie, jordańskie znalazły się kilka kilometrów od terenów przydzielonych Żydom). Dla zainteresowanych do przybliżenia historycznego tła konfliktu polecam książkę „Szalom Izrael”(B.Ordyk, Z.Satała). Zmierzam jednak do tego, że w wielu umysłach pozostały tylko tak zdawkowe informacje o sytuacji na Ziemi Świętej (czyli Izrael powstał nagle i pojawił się konflikt). Ja na przestrzeni mojego bloga łapię chmury, nie ziemiańskie wojny. Konflikt Palestyński oczywiście nadal trwa, aczkolwiek bardziej przerażające jest to jak przed wyjazdem nie mogłam wyłonić się na powierzchnię spod pytań o bezpieczeństwo w Izraelu, lub ostrzeżeń od osób, które nigdy nie zawitały na tej pięknej przestrzeni.


  
 

Już w Jeruzalem wszechobecni żołnierze stają się totalnie naturalni. Mężczyzna, sprawdzający torbę przy wejściu do ściany płaczu, zagadywał w międzyczasie na temat stażu dredów taty. Permanentna kontrola paszportów czy masowość broni, swoboda mundurowych w przerwie podczas uroczystości przy ścianie płaczu, którzy robią sobie przerwę na fajeczkę, dziewczyny w idealnie dopracowanych makijażach, lecz z karabinami większymi od nich samych - obojętnieją. Taka rzeczywistość. I tyle. Kontrola musi być, ale jest ona tylko okrasą dla bezpieczeństwa, a jej nie ma co się bać. Tylko śmiało tu przyjeżdżać. Izrael zadziwia, pochłania i gości. Jest jak kula, której powłoka jest konflikt, z którego wynika zaostrzona ochrona, kontrole, niezliczona ilość żołnierzy. Jak się wejdzie do środka to skorupy sporu już nie widać. Wewnątrz jest ogrom różnokolorowych, odmiennie pachnących i smakujących kulek z różnych kultur, które bezgranicznie można odkrywać.
 
 




Pierwszy dzień. Serio jeden dzień? Już ten pierwszy pozostawił wrażenie doświadczania świata przez co najmniej tydzień. Jerozolima. Po pierwsze - zderzenie, biorąc pod uwagę główne, najbardziej znane, budowle trzech wierzeń - Żydowskie (Ściana Płaczu), Chrześcijańskie (Bazylika Świętego Grobu na Golgocie), Islam (Meczet Al-Aksa). Po drugie - w obrębie Szczytu Kalwarii bezgraniczne skontrastowanie światów. Tu, w jednym miejscu kilka, a może i kilkanaście odłamów religijnych ma swoje pomieszczenia, ołtarze. Totalnie pochłaniającą przestrzenią stała się dla mnie kaplica Syryjska. Miejsce zaraz za pełnym ornamentów grobem Jezusa. Ołtarzem jest obraz, czarna otchłań, cisza, tajemnica, mistycyzm, a zarazem największa pustka.

Kaplica Syryjska w Bazylice Świętego Grobu


Ściana Płaczu
Koptyjski zakonnik

Kaplica Koptyjska przy Bazylice Świętego Grobu

Abstrahując od kontemplowania to totalnie ciekawe stało się dla mnie obserwowanie wierzących w ich miejscach kultu (wzruszenie kobiet całujących skały w miejscu ukrzyżowania Jezusa, dotykanie kadzidłami kamienia, na który Chrystus został położony, zapisywanie drobnym maczkiem modlitw i kurczowe wciskanie ich rozdrganymi dłońmi w ścianę płaczu, czy Pan Kopt w świątyni symultanicznie pustym i kompletnym wzrokiem wpatrzony w święty obraz). Choć nie zabrakło i książkowych (tu w głowie wybrzmiewa mi idealna charakterystyka Baumana ze szkicu „ponowoczesne wzory osobowe”) turystów. Bo przecież trzeba strzelić sobie selfie z grobem Chrystusa.






Studio tatuażu działające od 1300 roku w Jerozolimie.
Zakład oferuje możliwość wykonania dziary (w większości stricte o tematyce religijnej), a także poszerzenia wiedzy o historii tatuażu i narzędzi, których kiedyś używało się do ornamentowania ciała.


2 komentarze

  1. Ekstra zdjęcia i mega ciekawa relacja. A propos tatuaży znalazłam kiedyś artyste, który może Ci się spodobać, zerknij na samym końcu :) https://www.kulturowa.pl/3952-cuda-tygodnia-slowo-obraz-dzwiek/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie! 🙏🏼 Oczywiście zerknę💪🏾👌🏻

      Usuń