Izrael na własną rękę, czyli garstka informacji praktycznych.


O tym co warto zobaczyć w Izraelu można by się rozpisywać godzinami. W tym poście pominę temat miejsc, a skupię się bardziej na bardziej pragmatycznych elementach podróży (które, jeśli będą dobrze zorganizowane, mogą otworzyć niesamowite budujące przestrzenie). Kiedy baza podróży,
czyli spanie, transport, jedzenie, odpowiedni termin są dobrze ustawione można otworzyć się na otaczające bodźce i po prostu czerpać. Wystarczy zaufać drugiemu człowiekowi, uśmiechać się i będzie git. Przecież nawet tu, na innym kawałku świata nie jesteśmy sami. W podróży trzeba przestać się bać. Odstawić na bok codzienne rutyny, jak ktoś woli iść z prądem wyprawy to nawet nie trzeba nic planować (wtedy należy tylko się nastawić, że mogą się pojawić niezaplanowane koszta). W tych orientalnych krajach dość często słyszę, że ludzie boją się naciągania, że jak ktoś zobaczy turystę to już widzi żyłkę złota. Nie, nie do końca. Owszem, my, turyści, wspieramy ekonomię, ale Izraelczycy, a tym bardziej ludzie z Autonomii Palestyńskiej zrobią wszystko by udowodnić, że warto do nich przyjeżdżać i nie ma co się bać. Oczywiście nad targowaniem się w sklepie, czy nawet w autobusie nie ma co się wahać. Zawsze coś można pozmieniać w cenie. Trzeba tylko dobrze się wsłuchać w chęci „sprzedawcy”, żeby nie przekroczyć granicy uprzejmości. 

Jak poruszać się po Tel Awiwie i okolicach?

Jeśli chodzi o sam Tel Aviv to najlepiej zaufać mocy swoich mięśni. Ja poruszałam się pieszo lub rowerem, bo każda dzielnica jest tu ciekawa, a co krok dzieje się coś nowego i zaskakującego. Miasto też nie jest stosunkowo duże. Przez całe wybrzeże Tel Awiwu ciągnie się ścieżka rowerowa, aż do następnego miasta na północ. Jeden przejazd busem po mieście, na jakimkolwiek dystansie kosztuje 6ILS. Tak mówię na wypadek zmęczonych, lub obtartych stóp. 
Z lotniska najlepiej dojechać do centrum pociągiem nr 905 do stacji Tel Aviv HaHagana (jeden przystanek), który odjeżdża z peronu drugiego zaraz za terminalem z lotniska. A stamtąd jeżdżą wszelakie busy do hotelu, parku, kawiarni, na plażę…to już w zależności od preferencji. Dla tych, których przekona Abraham Hostel to jeżdżą busy 16 / 104 / 204 do przystanku Allenby-Levontin. Nie ma co się też trzymać konkretnego przystanku, bo kierowcy są tu bardzo spontaniczni (zarówno jeśli chodzi o przystanki jak i zatrzymywanie się na światłach). Trzeba więc znacząco machać dłonią, piętą czy mały palcem (jak kto woli), aby kierowca zauważył, że chcemy z nim jechać. Z reguły jak już lepiej wchłoniemy w miasto, to autobus można zatrzymać w każdym miejscu. Nie ma co się też stresować, że nie wiemy jak dojechać, gubimy się w uliczkach, tylko trzeba zagadać, powiedzieć cel podróży, a kierowca na pewno nam pomoże (nawet jeśli nie będzie znał angielskiego, czy innego preferowanego języka). 

Jeśli chodzi o komunikację po całym Izraelu to również istnieje kilka innych opcji:
- pociągi, w większości tylko w okolicach wybrzeża
- busy, które dojeżdżają praktycznie we wszystkie miejsca, które mogą budzić zainteresowanie turystów
- samochód, który można wynająć na lotnisku (ale nie wjedzie się nim do Autonomii Palestyńskiej)
- taksówki (to dla wygodnickich, bo busy kursują równie często i sprawnie, a ceny różnią się dramatycznie)
- kierowcy w Autonomii Palestyńskiej (jeśli ktoś by chciał odbyć podróż po Palestynie to mam kontakt do kierowcy z Betlejem, który jest w stanie za 350ILS być kierowcą przez cały dzień i pokazać interesujące miejsca w Autonomii)

Gdzie spać?

Nie mam profitów z robienia promocji dla sieci Abraham Hostels. Po długim studiowaniu możliwości noclegów w całym Izraelu jestem pewna, że jest to najlepsza opcja dla osób chcących dowiedzieć się najwięcej o kulturze i zwyczajach danego miejsca, skorzystania z wydarzeń towarzyszących, a przy okazji posiadania miejsca do spania o przystępnej cenie. 
Abraham Hostel oferuje liczne wycieczki z osobami zafascynowanymi tematem, którym się zajmują. Ludzie, którzy tu pracują (zarówno w Tel Awiwie, Jerozolimie, jak i Nazarecie) przede wszystkim chcą pokazać, że Izrael jest niezwykle interesującym państwem, są chętni do rozmowy, zgłębienia tematu. Chcą wesprzeć lokalną ekonomię poprzez turystykę, nie tą komercyjną, a orientalną i oryginalną. Sieć hosteli skupia się na gościach. Działa trochę jak dom kultury: warsztaty jogi, czy zostania przewodnikiem, nauki hebrajskiego, wspólne malowanie, gotowanie tradycyjnej kuchni, pchli targi… i wiele innych.
Noc w wieloosobowym pokoju ze śniadaniem i powitalnym alkoholem w barze kosztuje 100ILS.
Kluczem sukcesu (dobrej energii) tego miejsca są też wolontariusze z całego świata, którzy spędzają tu cudowny czas na zwiedzaniu i szukaniu swojego miejsca oczywiście oprócz pracy(pracujemy 6h dziennie, 5 dni w tygodniu, czy to przygotowując śniadania, ogarniając sprawy organizacyjne w biurze, pracując na barze, lub pomagając w warsztatach), w którą wkładamy całych siebie. Co ciekawe oczywiście mamy swoje zadania do wykonania, ale najważniejszym i stałym, niezależnie od danej zmiany, jest rozmowa z gościem i bycie dla niego. Do Abraham Hostel napewno nie przyjeżdżają byle buce. Można także wynająć pokój jedno/dwu/trzyosobowy, jeśli ktoś potrzebuję chwili prywatności.
Tutaj więcej informacji o Abraham Hostels
Jeśli chodzi o nocleg na pustyni, to serdecznie polecam Negev Camel Hostel przy Beer Szewie. Jest to miejscówa na hodowli wielbłądów. Oprócz tego, że z rana budzą nas wesołe pyski garbusów to każdy element wystroju pokojów jest w wielbłądach. Ceny tam są też stosunkowo niskie. A oczywiście można pojechać na trekking po pustyni na wielbłądach i odwiedzić odległe o 10 min Mampsis - starożytne miasto nabatejskie.
Tutaj więcej informacji o Negev Camel Ranch

Kiedy jechać do Israela?

Każdy okres jest idealnym pomysłem. Jeśli chodzi o ograniczenie się do zwiedzania turystycznego to najlepiej sprawdzić pogodę (Ci, dla których 30/40 stopni to hardcore, niech odpuszczą sobie lipiec i sierpień). W grudniu (tak, teraz mi zazdrośćcie – choć miejscowi marzną, bo przy 25 stopniach to szału dla nich nie ma) też można się powygrzewać na plaży w miejscowościach nad Morzem Śródziemnym i na południu, choć w Jerozolimie i innych miejscowościach bardziej na północy jest już zimno i przydadzą się kurtki.
W Tel Awiwie zimą jest najprzyjemniej na spacery, choć i latem pogoda nie dokucza, bo klimatyzacja jest tu na porządku dziennym.
Generalnie nie ma złej pogody na przyjazd tutaj. W okresie świątecznym w Jerozolimie i Betlejem jest jednak zwiększona kontrola ze względu na podwyższone ryzyko bezpieczeństwa z powodu Świąt Bożego Narodzenia (bo kto by nie chciał spędzić Wigilii w Betlejem).

Czego nie można nie zjeść w Izraelu?

To jeden z przyjemniejszych elementów podróży…odkrywanie strony kulinarnej. Oczywiście można oddać się drodze i próbować tego, co napatoczy się samoistnie, w odpowiednim czasie. Warto jednak zgłębić trochę wiedzę na temat posiłków, by nie jeść przez tydzień pity z falafelami. Budy z kebabem wyglądają na najtańszą możliwość posiłków. Ale UWAGA! Wcale tak nie jest i można zjeść dobry tradycyjny posiłek w przystępnej cenie, chociaż trzeba zazwyczaj przygotować się na trzy razy większe opłaty niż w Polsce. 
Kuchnia izraelska jest wyjątkowa z powodu ludzi, którzy tu mieszkają, bo nie możemy ich odseparować od ich pochodzenia (są to przyjezdni z całego świata). Przecież Izrael, kraj który na mapie pojawił się w 1948 roku, tworzyli (i w dużej mierze nadal tworzą) przyjezdni z różnych zakątków świata. A każdy z nich przywiózł inne jedzenie, inne przepisy.
Falafel i humus jest obecny co krok. Po poprzedniej wizycie miałam nawet wrażenie, że zmieniam się w małego Falafela. Niebo w gębie. A tak generalnie Izrael to raj dla wegan i wegetarian. Izraelczycy bardzo pilnują zasad koszerności, więc respektują także wszelkie dietetyczne wymysły.
Izrael ma też bardzo dobrze rozwinięty browar (polecam piwo „Pele”, delikatny lager).  Kraj ten to  przynajmniej 3 rodzaje kuchni: palestyńska i żydowskie: aszkenazyjska (znajoma kuchnia od Żydów z Europy Środkowo-Wschodniej, jak ziemniaki, buraki, jabłka, kiszonki) i sefardyjska (iberyjsko-śródziemnomorska od Żydów z diaspory basenu Morza Śródziemnego, czyli karczochy, oliwki, orzeszki piniowe, cytrusy, ryż). Będąc tutaj nie można nie spróbować szakszuki, salatimu i bakławy.
Wszystko to koniecznie trzeba popić wspaniałymi świeżo wyciskanymi sokami z pomarańczy, grejpfrutów, czy granatu.. Rewelka.

WIZA

Polacy nie muszą posiadać wizy wybierając się do Izraela. Ze względu na konflikt Izraela z licznymi arabskimi krajami (np. Irak, Kuwejt, Liban, Jemen, Libia, Syria, Arabia Saudyjska, Sudan, Zjednoczone Emiraty Arabskie) to na lotnisku dostaje się nie pieczątkę, a niebieską karteczkę uprawniającą wjazd do państwa. Podobna sytuacja jest z wyjazdowymi pieczątkami (tym razem różowymi).
Zarówno przy wjeździe jak i wyjeździe przeprowadzany jest na odprawie wywiad. Trzeba uważać, by nie palnąć gafy, bo nie wpuszczą nas do kraju (np. prawnie wolontariat znaczy coś innego wg ustaw prawnych, dlatego ja musiałam powiedzieć, że jadę na prawie dwumiesięczne samotne zwiedzanie).

KOMUNIKACJA 

Roaming działa bez najmniejszych problemów, jednak ceny odstraszają (ja za chwilę użycia przesyłu danych, ze względu na zagubienie się na pustyni, zapłaciłam 300/400 zł). Wi-Fi jest praktycznie wszędzie: kawiarnie, busy, place, parki… Można także kupić miesięczną kartę SIM, która udostępnia połączenia krajowe, jak i posiada 10GB Internetu. Koszt takiej karty to ok.50ILS. Dodatkowo można do tego dokupić połączenia międzynarodowe. 


To takie podstawowe informacje, które mogą być przydatne dla osób planujących podróż do tego pięknego kraju na Bliski Wschodzie. Jeśli planujesz swoją podróż, chcesz dowiedzieć się więcej, rozwiać swoje wątpliwości dotyczące Izraela, wal śmiało:

→ dane kontaktowe znajdziesz tutaj



Brak komentarzy

Prześlij komentarz