Kibucowa utopia?

Kibuc to spółdzielcze gospodarstwo rolne w Izraelu, w którym ziemia i środki produkcji są własnością wspólną. Ideowym podłożem powstawania kibucu jest połączenie syjonizmu z socjalizmem. Czytałam ogrom informacji i książki, w celu przybliżenia tematu i ideologii kibucyzmu. Mój mały mózg nie był w stanie zrozumieć tak skrajnej formy socjalizmu.


Zatem pojechałam. Wybrałam się do Ma'agan Michael, którego gospodarka opiera się na intensywnym rolnictwie i sadownictwie. Miałam możliwość spotkania się z dwiema dziewczynami. Pierwsza wychowała się w kibucu i dzieciństwo spędziła we wspólnotowym miejscu wychowania dla dzieci, a z mamą widziała się tylko trzy razy dziennie podczas karmienia. Druga pochodzi z Francji, a do kibucu starała się o przyjęcie po studiach w Hajfie. Choć żydówką nie jest to czuła charakterologiczną więź narodem Izraela, więc postanowiła tam zostać.
W kibucu znajduje się szkoła podstawowa i średnia, prywatna bajkowa plaża, ogrom stawów, mini zoo, kluby, puby, hala sportowa, siłownia, korty tenisowe, basen kąpielowy, biblioteka, dom kultury, telewizja i Internet, przedszkole, wspólna stołówka, pralnia (tak, nie trzeba, a nawet nie wolno samemu prać i gotować, bo wszystko jest własnością wspólną). Jeśli artyści tego potrzebują to dostają specjalną przestrzeń (z ogólnego budżetu kibucu) na uzewnętrznianie swojej sztuki. Istna bajka, prawda? 

Mieszkańcy kibucu nie mają własnego majątku, posiadają równe prawa i obowiązki. Teraz sposób rozliczania ewaluuje, od jakiegoś czasu formą zapłaty są już w kibucach pieniądze, choć jeszcze niedawno nikt nie potrzebował waluty, bo pożywienie i wszelkie serwisy były wspólne, a kibucnicy nie wychodzili poza swoje osady. Co z tego wynika? Że sprzedawca w sklepie i pracownik hi-tech zarabiali tyle samo. Decyzje dotyczące strategii gospodarczej i podziału dochodów podejmuje walne zebranie kibucników. Przynależność do wspólnoty jest dobrowolna. O przyjęciu nowego osadnika decyduje większość, czyli podczas głosowania wśród mieszkańców trzeba sobie wyrobić pozytywną opinie u 75% kibucników.
Mieszkańcy kibucu swoje poczucie bezpieczeństwa zbudowali na byciu we wspólnocie. Dzieci nie były wychowywane (dość niedawno dopiero się to częściowo zmieniło) w domach, a w specjalnych budynkach, gdzie matki potrzebne były tylko w pierwszych miesiącach do karmienia.
Rowery nie mają zapięć, ludzie dzielą się wszystkim co mają. Jest to jednak skrajny poziom zaufania. Wolność i ograniczenie przeplatają się. Nie tak łatwo opuścić kibuc w celu kształcenia się w innym miejscu. Na obiad trzeba jeść to co jedzą wszyscy – na stołówce. Złą energię czułam w moim kierunku właśnie tam, bo nie wszyscy mieszkańcy są pozytywnie nastawieni do obcych odwiedzających, turystów. Kibuce to niezwykle hermetyczne przestrzenie. Nie mieści mi się też w głowie, jak matki mogły po porodzie oddawać swoje dzieci w ręce obcych ludzi. Nie rozumiem też jak o tym co się robi, czy je w ciągu dnia może decydować cała wspólnota. Nie potrzeba też dużo czasu, by cały kibuc wiedział wszystko o Twoim związku, pracy, czy innych prywatnych, a nawet intymnych sprawach.
Kibucyzm to temat rzeka. Ciekawe wydają się konflikty pomiędzy osadami, które swoje podłoże mają w większości na poziomie finansowym (początkowo bogatsze kibuce, były zobowiązane do przekazywania pieniędzy dla tych biedniejszych). Wartości, w jakie wierzą i czynności, jakimi się zajmują, poszczególne kibuce są też interesujące. Poprzez wiele osad hermetycznych i niezwykle zunifikowanych Izrael staje się jeszcze bardziej wyjątkowy, różny, bezgranicznie niezbadany.
Chcesz zgłębić temat?
Świetną pozycją o której już wspominałam jest "Byliśmy przeszłością" Jaela Neemana. Jest to bardzo osobiste, a zarazem poetyckie wyznanie o życiu w kibucu i jego ścisłych ramach założeń ideologicznych.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz