Wschód słońca i magia krajobrazowych niespodzianek Pustyni Judejskiej w obiektywie.

Wczorajszy dzień spędziłam w magicznych okolicznościach wschodniego skraju Pustynii Judejskiej.

Masada to starożytna twierdza żydowska położona na szczycie samotnego płaskowyżu. Płaskiego szczytu w kształcie rombu bronią strome kilkusetmetrowe zbocza – do 410 metrów ponad poziom Morza Martwego. Dostanie się na szczyt wymaga około godziny wędrówki. Nie jest to hardcore, aczkolwiek jest możliwość skorzystania z wyciągu, więc bez względu na fizyczne możliwości, każdy może dostać się na samą górę płaskowyżu. Na szczycie znajdują się pozostałości zabudowań twierdzy z lat 37–31 p.n.e.
Miałam przeogromne szczęście, ponieważ moja wspinaczka była przepełniona mocą wschodzącego słońca.  Do podnóży Masady dotarłam mniej więcej o 5:30. Z każdym metrem podczas wspinaczki przestrzeń była wypełniana światłem. Skały zmieniały swój kolor. Zapach stawał się cięższy. Systematycznie więcej elementów krajobrazu było zauważalnych. Temperatura wzrastała. Moment, w którym górny punkt tarczy słonecznej przekracza linię horyzontu, początek dnia to magiczna chwila.

Masada jest symbolem heroicznego oporu, aż do końca. Na jej ruinach żołnierze składają przysięgę wojskową wypowiadając słowa „Masada nigdy więcej nie zostanie zdobyta”.
Dzień ozdobiłam spacerem po parku Narodowym Ein Gedi. Niesamowity kontrast wodospadów i zieloności natury względem suchej przestrzeni pustyni. Zaliczyłam też obowiązkowe spa w Morzu Martwym, czyli jeziorze znajdującym się w najniższym punkcie na Ziemi - 422 m p.p.m. (i ciągle się obniża). Niesamowite uczucie wyporności tak słonej wody i delikatności skóry po wysmarowaniu się błotem. Prawie jak Woodstock. 
Dzień intensywny, ale piękny. Zdecydowanie poświęciłam go na kontemplację i bycie „tu i teraz”. Udało się!

Brak komentarzy

Prześlij komentarz