Spacer dzielnicami Tel Awiwu, czyli jakie wpływy oddziaływały na pełne energii, głośne, kosmopolityczne miasto.

Największa metropolia Izraela i główny ośrodek ekonomiczny kraju oferuje masę przestrzeni do odkrywania (sztuka, kluby, historia, religia, odpoczynek, jedzenie…). Ja proponuje spacer kierując się zmianami jakie zachodziły podczas powstawania tego miasta.
Nie będę zasypywała Was historią, czy informacjami (bo musiałabym albo napisać esej badawczy, albo bardzo ukrócić informacje – czego nie chcę). Proponuję zatem poparcie planu na spacer kolekcją dobrych materiałów z dokładniejszymi informacjami (jeśli ktoś będzie chciał zgłębić temat podczas spaceru), albo czystą obserwację zmieniającej się przestrzeni.

Naszą podróż rozpoczynamy przy zegarze w Jafie, dzielnicy, która w 1949 roku została połączona z Tel Awiwem. Bramy miejskie tego starożytnego portu pochodzą ze środkowej epoki brązu, a pierwsze informacje o mieście pojawiają się w listach z 1470 roku p.n.e. Tu spokojnie możemy przejść się alejkami, pobłądzić po uliczkach, zajść na stragany z arabskimi przysmakami, podelektować się kojącym widokiem morza wydobywającym się zza antycznych budowli, czy spędzić szabat (gdy większość miejsc po stronie żydowskiej jest zamknięte).


Punktem orientacyjnym po beztroskim błądzeniu może być dla nas teatr Gesher, obok którego przechodzimy, aby przebić się do amerykańsko-niemieckiej kolonii w Tel Awiwie. Po drodze zobaczymy proces gentryfikacji miasta, czyli niezłego miksu architektonicznego i różnych wpływów jakie dotykały zabudowania. Organiczne eleganckie budowle, pomieszane z komunistycznymi obdrapanymi budowlami, zaraz obok których powstają niesamowite graffiti.
Doczłapanie się do osiedla, na które miał wpływ imigracja ludności z Ameryki I Niemiec jest niebywałym zaskoczeniem. Jednopiętrowe drewniane domki, ozdobione kwiatami z licznymi ogrodami niezwykle kontrastują z uprzednio zaobserwowanym miksem i „bałaganem” architektonicznym.
Kierując się w stronę centrum dochodzimy do mojej pierwszej połowy serca Tel Awiwu, czyli dzielnicy Florentine. Florentine to tętniące życiem centrum cyganerii. Hipsterzy, graffiti, międzykulturowa wrażliwość, otwartość i zrozumienie. To właśnie tu znajduje się ekstrawagancki pub, gdzie na zmianę w szabat imprezują homoseksualni ortodoksyjni Żydzi, lub geje z Palestyny.
Graffiti, o tak powala na łopatki. Chociaż nie zawsze udane, to ta alternatywna dzielnica emanuje miłością do eksperymentów. Z tych prób co jakiś czas… dość często, wyłaniają się niesamowite perły.

Przeglądam zdjęcia. Właśnie się złapałam na tym, że mam najmniej zdjęć z nowoczesnych, bardzo europejskich, luksusowych dzielnic, m.in. tych w okolicach centrum Azrieli. Idąc tropem i klasyfikacją Baumana mogłabym się zatem określić jako wędrowca ze względu na zamiłowanie do rzeczy zdeformowanych i brzydkich. Po Florentin można chodzić godzinami. Patrzcie tylko pod nogi, bo właściciele kochają czworonogi, ale nie do końca sprzątanie po nich.
Z Florentine przechodzimy do Newe Cedek, czyli miejsca do którego należy moja druga połowa serca ze względu na obecność Batsheva Dance Company i Suzanne Dellal Center.  Jest to przy okazji niezwykle luksusowe osiedle mieszkaniowe w Tel Awiwie. Była to pierwsza oficjalnie założona w 1887 roku żydowska dzielnica położona poza murami miasta Jafa. Pomimo, że Newe Cedek jest w samym sercu Tel Avivu, to jest to miejsce niezwykle spokojne i ciche.

Przechodzimy przez osiedle Szabbazi, aby dostać się na Carmel Market. Tu architektura została oparta na konstrukcji dawnego żydowskiego getta z Jemenu, do którego dołączono wpływy brytyjskiego kolonializmu wymieszane z architekturą Bliskiego Wschodu (reszta Tel Awiwu została wybudowana w stylu Bauhaus).
Po drodze warto zajrzeć do Galerii Sztuki Współczesnej Noga.
Tym samym dojdziemy do osiedla Lew ha-Ir, które przez pięćdziesiąt lat stanowił centrum miasta. Początki osiedla są związane z początkami Tel Awiwu. Miało to być nowoczesne miasto (w kontraście do zatłoczonych istniejących już dzielnic), będące wizytówką kraju.

Spacer zakończymy na ulicy Rothschild, gdzie znajduje się wiele klimatycznych knajpek, zatem można uwieńczyć dzień świeżo wyciskanym sokiem z owoców. Na pewno warto też udać się do dzielnicy ogromnych drapaczy chmur i podelektować się zachodem słońca siedząc na dachu jednego z wieżowców oraz zobaczyć dzielnicę z architekturą Bauhaus.
Tel Awiw skrywa znacznie więcej, a wpadanie tu na dzień w trakcie podróży po Izraelu jest jak zamoczenie małego palca w wodzie podczas kąpieli.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz