O impecie artystycznym w Izraelu. Sztuka w Tel Awiwie.


Mieszkańcy Izraela pochodzą ze środowisk zróżnicowanych społecznie, etnicznie, religijnie i kulturowo. Nadaje to rozwojowi, szczególnie artystycznemu, niezłego impetu. To stosunkowo nowe społeczeństwo o starożytnych korzeniach. Tel Awiw-Jafa to bomba energetyczna i kompletnie kosmopolityczne miasto, które permanentnie ewoluuje i unifikuje się. Skupia zatem wyjątkową brygadę teatrów, czy formacji artystycznych. 

Izraelski teatr nie istniał w czasach starożytnych, nie wyrósł również z tradycji teatrów jidysz. Teatr w Izraelu to kompilacja wielu skrajnie różnych, kontrastujących ze sobą, elementów: nowoczesnych i klasycznych, alternatywnych i tradycyjnych, lokalnych i zagranicznych. Jego początki to rok 1917, kiedy w Moskwie utworzony został przez Konstantego Stanisławskiego i Hannę Rvinę żydowski teatr Habima (Scena). Przeniósł się on na stałe do Tel Awiwu w 1931 roku.
Taniec w Izraelu jest nieodłącznych elementem uroczystości religijnych, narodowych i rodzinnych. Rozwinął się on jednak w dwóch kierunkach: w stronę tańców ludowych oraz w kierunku tańca artystycznego. Izrael to bezsprzecznie serce tańca, i to tego mojego, najbliższego - tańca współczesnego. Zjechała się tu armia ruchowych profesjonalistów. Taniec jako forma sztuki został wprowadzony do kraju w latach 20. przez nauczycieli i entuzjastów przybyłych z centrów kulturalnych Europy.
Jednymi z pierwszych spacerów, które odbyłam były te w celu odkrycia artystycznych miejscówek, teatrów.
Pierwszym miejscem, nad którego odwiedzeniem zależało mi najbardziej to Batsheva Dance Company. Będąc tu przez prawie dwa miesiące moje taneczne ADHD nie pozwoliłoby mi usiedzieć na miejscu bez sztuki ruchowej. No i się udało… dostałam się na intensywny grudniowy kurs gagi, czyli języka ruchowego rozwiniętego przez Ohada Naharina. Gaga jest niesamowitym doświadczeniem, bo jest to nie tyle technika, co nauka wyobrażania sobie ruchu i poszerzania swoich możliwości ruchowych poprzez eksplorację ciała i wyobraźnię. Staram się dobrze zorganizować mój plan na poszczególne dni, bo moja dusza płynie. Jak dostała taką możliwość w Batshevie to mogłaby nie wychodzić ze studio. Jednak jakieś plany na miejsca, które chciałam odwiedzić, serducho chce zrealizować. Do tego dochodzi praca w hostelu… na pewno mam okazję wykazać się organizacyjnymi umiejętnościami.
Kolejnym ośrodkiem kultury, który koniecznie należy odwiedzić, jest Centrum Tańca im. Suzanne Dallal w dzielnicy Newe Tzedek.​
Ja postanowiłam w pełni zobaczyć jak teatr wygląda od środka i jako prezent urodzinowy kupiłam sobie bilet na spektakl Kibbutz Contemporary Dance Company „Mother’s Milk” w reżyserii Rami Be’er. Choreograf porusza temat nieskończonej miłości i małżeństwa, a cały spektakl dedykuje swoim rodzicom, którzy przeżyli Holokaust, byli współzałożycielami kibbutzu, a zmarli w tym roku. Autor stworzył świeży, poruszający i mocny spektakl, który wykorzystuje zależności między różnymi elementami dzieła – światłem, kostiumem, scenografią i ruchem. A sam taniec… oh technicznie mogłabym stworzyć listę, a może i nawet neologizmy wyrażające piękno i siłę ruchu oraz określające mój zachwyt. Najsilniejsze były chyba momenty gdzie kilkunastu tancerzy było razem na scenie. Moc pracujących ciał powaliła mnie na łopatki. Niesamowite jest to ile przyjemności może zapewnić sztuka. Katharsis w czystej postaci.
http://www.kcdc.co.il/en/show/mothersmilk/?date=12-08-2017
Kibbutz Contemporary Dance Company pracuje w tzw. „wiosce tanecznej” w kibbutz Ga’aton. Jest to miejsce, do którego nie dostaliśmy się z tatą podczas felernego dnia (możesz przeczytać o nim więcej tutaj) we wrześniu. Aczkolwiek i teraz nie ma sensu bym jechała na północ do tanecznej miejscowy, bo zespół z wioski podróżuje, a na miejscu w Tel Awiwie jest taki ogrom przestrzeni do odkrycia, że po głębszym zastanowieniu, jeszcze przyjdzie odpowiedni czas dla mnie by odwiedzić kibbutz Ga’aton. Niezaprzeczalnie uczę się podczas tego wyjazdu dokonywania wyborów, akceptowania odpuszczania i walczenia z FOMO („fear of missing out”).  


Na mojej liście teatrów pojawił się także Tmuna Theatre z siedzibą w osiedlu Montefiore w Tel Awiwie. Teatr został założony w 1981 przez Nave Zuckermana jako teatr alternatywny  kreujący nowe układy przestrzenne, metody pracy i relacje między aktorem a publicznością. Z czasem teatr przekształcił się w centrum tańca i sztuki. Ja akurat odwiedziłam te miejsce w ciągu dnia. Techniczni wpuścili mnie do środka. Na ścianach, ku memu zaskoczeniu, znalazłam wystawę polskiego artysty, fotoreportera – Krzysztofa Millera. Okazało się, że jakiś czas temu teatr nawiązał współpracę z polskim instytutem i regularnie artyści mogli podzielić się swoim dorobkiem w Tel Awiwie. Jeden z pracowników z przyjemnością udzielił mi informacji o aktualnych wydarzeniach - akurat odbywał się festiwal muzyczny. Placówka ta oferuje każdego dnia nowe i alternatywne spektakle, koncerty, czy sztuki performatywne.
Kolejną miejscówką, którą odwiedziłam jest Clipa Theater. Niesamowite doświadczenie. Udałam się tam z dwójką znajomych (chłopakiem z Meksyku i dziewczyną z Łotwy) w ciągu dnia. Miejsce było zamknięte. Za bramką siedziała tylko jedna dziewczyna, która wpuściła nas do środka, pokazała teatr, powiedziała gdzie można otrzymać więcej informacji na temat repertuaru i zapytała się skąd jestem. Jak powiedziałam, że z Polski to pojawił się tylko uroczy uśmiech na jej twarzy, który poprzedził przesympatyczne „Dzień dobry! Ja też!” z jej ust. Okazało się, że Sonia zna moich znajomych, jeździła na warsztaty do Schloss Bröllin i jest z Poznania. Aktualnie spędza czas na rezydencji w Clipie i zaprosiła mnie na jej poniedziałkowy spektakl. Na dodatek (dlatego wspomniałam z kim się tam udałam) okazało się, że mamy nawet we trzy (z dziewczyną z Łotwy i Sonią) jedną wspólną znajomą, która aktualnie mieszka w Glasgow. Świat jest zdecydowanie mały. Pierwszy krok w stronę odkrywania świata, uświadamia, że możemy dotrzeć wszędzie, a wystarczy tylko przestać się bać. Podróżowanie poszerza horyzonty, uczy samoświadomości i pokazuje, że na tak wielkim świecie, w każdym zakątku można znaleźć pokrewne dusze.
Tel Awiw, "miasto, które nigdy nie śpi", proponuje gościom wiele innych, wieczornych rozrywek. Liczne kluby, puby, dyskoteki i bary z muzyką na żywo są czynne do późnych godzin nocnych.​ Istnieje także wiele pubów, które oferują spektakle, czy inne performatywne działania. Jestem pewna, że to miasto zaskoczy mnie jeszcze nie raz. Zaskoczy, bo oprócz zaplanowanych momentów, pojawiają się piękne chwile, o których początkowo bym nawet nie pomyślała. Trzeba nastawić się, że choć coś nie idzie zgodnie z planem to idzie ścieżką taką, jaką powinno. 

Brak komentarzy

Prześlij komentarz